Praca z wielką pasją i szerokim uśmiechem – Justyna Kostyra

Poznaliście w swoim życiu tak pozytywnie nakręconą osobę, że na samą myśl o niej się uśmiechacie? Jeśli nie, to poznajcie Justynę – pasjonatkę sportu, któremu poświęciła całe swoje życie, również zawodowe. Dziennikarka Polsatu Sport, prowadząca magazyn sportów walki Koloseum, zakochana w tenisie, w który gra po godzinach. Co mówi o sobie sama reporterka?

Jak wyglądały początki Pani pasji do sportu?

– Sport towarzyszył mi od dziecka, mój tata jest dziennikarzem. Teraz komentuje boks, ale kiedy byłam mała jeździł na Grand Prix w Formule 1, Moto GP, zgrupowania zapaśników, obsługiwał Igrzyska Olimpijskie, właściwie zajmował się każdą dyscypliną. Podobno jak tylko zaczęłam mówić, to powiedziałam, że będę dziennikarką sportową, jak tata. Innej opcji nie było. 

Jak wyglądały początki Pani pracy, jako dziennikarki sportowej?

– Pierwszy artykuł napisałam do miesięcznika “Sukces”, chyba w wieku 15 lat. Krótki tekst o domniemanym romansie Leonardo di Caprio z modelką, której nazwiska nie pamiętam. Nie o sporcie, ale od czegoś trzeba zacząć. Później pisałam dla kilku magazynów tenisowych – wywiady i relacje z turniejów. Aż w końcu trafiłam do “Rzeczpospolitej”, gdzie sporo się nauczyłam od Mirosława Żukowskiego. Do tej pory pamiętam, co mi powiedział, kiedy przesłałam wywiad z Martą Domachowską: “Pani Justyno – pytanie jedna linijka, odpowiedź dziesięć linijek”. Później pisałam do “Życia Warszawy” i komentowałam tenisa w “SportKlubie”. W 2008 roku znalazłam w Przeglądzie Sportowym ogłoszenie o castingu do sportowej telewizji. Zgłosiłam się, przeszłam trzy etapy i zaczęłam pracę w Orange sport. Nową redakcję tworzył Janusz Basałaj, któremu wiele zawdzięczam. Młodzi ludzie dostawali od niego trudne zadania. Nie bał się stawiać na kobiety. Pracowałam jako reporterka na meczach, prezenterka, wydawałam multiligę na zakończenie sezonu Ekstraklasy i programy studyjne. Spełniłam marzenie i pojechałam na Igrzyska Olimpijskie – do Londynu i Soczi. Szkoła życia i dziennikarstwa. Telewizja zakończyła nadawanie, ale przyjaźnie zostały. A ja trafiłam do Polsatu Sport, którym od 20 lat kieruje Marian Kmita. To już zupełnie inny świat. Potężna redakcja, która ma ultranowoczesne studio i wielkie możliwości. Praca przy wielkich imprezach, do których mamy prawa, to coś fantastycznego. 

Instagram: jkostyra

Jakie są Pani 3 ulubione dyscypliny sportowe?

– Na pierwszym miejscu jest tenis, który uprawiam amatorsko. Sport indywidualny, niezwykle wymagający. Na świecie trenują miliony, a zarabia na nim tylko ścisła czołówka. Myślę, że perfekcyjnie łączy technikę z taktyką i siłą mentalną. Lubię też oczywiście piłkę nożną, bo to sport dla wszystkich – łatwy do zrozumienia i uprawiania. Wystarczy piłka, dwa plecaki lub dwa drzewa i zabawa w karne na podwórku gotowa. Trzecia dyscyplina, którą uwielbiam oglądać to futbol amerykański. Polecam każdemu, żeby usiadł przed telewizorem z osobą, która zna podstawowe zasady i gwarantuję, że się spodoba. To już 3 dyscypliny, ale nie mogę nie wspomnieć o sportach walki. Od niedawna z bardzo bliska śledzę boks i MMA. Z Łukaszem “Jurasem” Jurkowskim prowadzę magazyn Koloseum. I wiecie co mi się w tych dyscyplinach podoba? To, że uprawiają je pasjonaci, którzy nie boją się nie tylko mocnych ciosów, ale też mocnych słów. Z nimi nie ma nudnych rozmów.

Jaki jest Pani związek z piłką nożną, zarówno zawodowo, jak i prywatnie?

– Nigdy nie uprawiałam piłki nożnej, ale zawsze oglądałam futbol w telewizji. Wiedzę piłkarską zaczęłam zgłębiać na początku pracy w Orange sport – pokazywaliśmy Ekstraklasę, Ligue 1, ligę portugalską, codziennie trzeba było przygotować godzinne podsumowanie dnia, w którym mówiliśmy o wszystkich większych ligach. Pracując w newsach, trzeba być na bieżąco. W Polsacie też przygotowujemy serwisy informacyjne, więc staram się śledzić europejskie rozgrywki. Praca w studio Ligi Mistrzów, Ligi Europy i przy meczach reprezentacji Polski to też fajne wyzwanie. A ja lubię wyzwania.

Jaki jest Pani ulubiony klub polski i zagraniczny?

– Nie mam ulubionego klubu. Kibicuję naszym przedstawicielom w europejskich pucharach i reprezentacji Polski.

Instagram: jkostyra

Jaki najciekawszy moment związany z piłką nożną przeżyła Pani jak do tej pory?

– Obsługiwałam dla Polsatu Sport tegoroczny turniej finałowy Ligi Europy. Specyficzny, rozgrywany w kilku niemieckich miastach w trakcie pandemii, bez kibiców. Byłam jedną z garstki osób, które mogły oglądać mecze na żywo – to niesamowite przeżycie. Na pustym stadionie, czekając na dole na wywiady, słyszałam komentującego mecz parę pięter wyżej Cezarego Kowalskiego – ma płuca, potrafił krzyknąć GOOOOOOLLLL głośniej niż koledzy po fachu z Hiszpanii czy Włoch. Ten wyjazd był dla mnie bezcenny.

Instagram: jkostyra

Na jakim najciekawszym meczu miała okazję Pani być i jakiego najciekawszego zawodnika Pani poznała?

– W 2010 roku byłam na wyjazdowym spotkaniu Lecha Poznań z Manchesterem City. Kolejorz przegrał 1:3 i tak, pamiętam wynik, ale jeszcze lepiej zapamiętałam doping kibiców z Poznania, który absolutnie zszokował miejscowych. Zresztą do tej pory w Manchesterze “robi się Poznań”. Po meczu rozmawiałam w strefie mieszanej z Carlosem Tevezem. Czy to najciekawszy zawodnik, którego poznałam? Nie wiem, ale do nudnych jego życiorys z pewnością nie należy.

Dużo zna Pani kobiet, które interesują się piłką nożną? 

– Bardzo. To chyba kwestia wykonywanego zawodu. W każdej redakcji spotykam dziewczyny, które śledzą rozgrywki piłkarskie. Kiedy umawiam się ze znajomymi na oglądanie meczu, to dziewczyny nie siedzą na Instagramie i nie rozmawiają o ciuchach, a po prostu… oglądają mecz. 

Czym byłoby dla Pani życie bez sportu?

– Bez sportu nie ma życia… 😉

Instagram: jkostyra

 3,182 wyświetleń