Twardą ręką przez męski świat – Izabela Koprowiak

Twardą ręką przez męski świat – Izabela Koprowiak

Są takie osoby, które znane są każdemu w świecie dziennikarstwa sportowego. Bez wątpienia należy do nich Izabela, od lat niezmiennie pisząca dla Przeglądu Sportowego. Wyróżnia ją determinacja w dążeniu do celu, mimo przeciwności oraz twarde trzymanie się swoich zasad. Ta kobieta z pewnością “ma jaja”! Sprawdźcie jak wyglądały początki jej pracy.

Jak zaczęła się Pani przygoda ze sportem w życiu prywatnym i zawodowym?

– W 1998 roku usiadłam przed telewizorem i zaczęłam razem z moim tatą oglądać ćwierćfinały mistrzostw świata we Francji. Wciągnęłam się momentalnie! To była iskra, która zapaliła mnie tak mocno, że ten ogień jest we mnie do dziś. Pokochałam wówczas piłkę nożną, wiedziałam jednak, że nie mam szans, by czynnie ten sport uprawiać. Nigdy nie byłam wybitna w żadnej dyscyplinie. Racjonalnie uznałam, że mogę zajmować się futbolem, ale nie go uprawiając, a opisując. Przez pierwszych kilka lat marzyłam, by być komentatorką sportową, jednak dość szybko zdałam sobie sprawę, że ani mój głos niezbyt się do tego nie nadaje, ani Polska nie jest krajem, który jest gotowy na kobietę komentującą mecze piłkarskie. Uznałam więc, że zostanę dziennikarką sportową. Właśnie dlatego przyjechałam do Warszawy na studia dziennikarskie. Na pierwszym roku, od razu w październiku dostaliśmy zadanie, by napisać referat o wybranym tytule prasowym. Wybrałam Przegląd Sportowy. Zadzwoniłam do redakcji, umówiono mnie na spotkanie z ówczesnym sekretarzem redakcji Marcinem Kardą. Na koniec rozmowy zapytałam, czy mogłabym przyjść na praktyki. Zgodził się. To był rok 2004. W ten sposób zostałam w Przeglądzie Sportowym, w którym pracuję do dziś.

Jaki jest Pani ulubiony klub polski i zagraniczny?

– Na takie pytania nie odpowiadam. Profesjonalizm, na którym najbardziej mi w moim zawodzie zależy, wyklucza kibicowanie, a na pewno obnoszenie się z kibicowaniem klubom. Uważam, że powinnam pozostawać obiektywna i bezstronna.

Jak wygląda typowy dzień dziennikarki sportowej?

– Nie ma czegoś takiego, jak typowy dzień. Wszystko zależy od wydarzeń i meczów, jakie są danego dnia. We wtorki i środy zazwyczaj oglądam Ligę Mistrzów, w weekend średnio trzy spotkania PKO BP Ekstraklasy. Przed pandemią co najmniej raz w tygodniu wyjeżdżałam w delegację, by zrobić wywiad do mojego Cyklu Chwila Z. Wtedy wstawałam bardzo wcześnie i wracałam bardzo późno. Jeśli wywiad przeprowadzałam w środę, to przez całą noc musiałam go spisywać, by w czwartek rano wysłać do autoryzacji, a do godziny 15 wrzucałam go do naszego programu, w którym pracujemy. Od marca większość rozmów przeprowadzam przez Skype’a, więc odpadły mi podróże. Raz lub dwa razy w tygodniu mamy dyżury, które trwają do godziny 23. Każdego dnia do godziny 20 muszę wysłać swoje tematy, a następnego dnia rano dostajemy rozpiskę, jak została zaplanowana gazeta. To jest właściwie jedyny stały punkt mojego dnia. 

Instagram: izakoprowiak

Czy jako kobiecie, było Pani ciężej przebić się w świecie dziennikarstwa sportowego?

– Starałam się nie zwracać uwagi na płeć. Przez wiele lat chciałam wierzyć, że mam równe szanse, choć dziś sądzę, że musiałam dłużej się przebijać i udowadniać, że wiem o czym mówię i piszę. 

Czy kobieta może być ekspertem w dziedzinie futbolu?

– Oczywiście, że może, tak samo jak mężczyzna. Nie dostrzegam tu żadnej różnicy. Pewnie, że facet, który sam zawodowo grał w piłkę, ma większą wiedzę boiskową, zna futbol z autopsji, inaczej o nim opowiada. Jest jednak wielu dziennikarzy, którzy w piłkę nigdy nie grali i oni tak samo jak i my, kobiety, potrafią bardzo dobrze pisać, znać się na tej dziedzinie. Jest w Polsce kilka dziennikarek, które mają sporą wiedzę.

Instagram: izakoprowiak

Z perspektywy osoby, która przeszła koronawirusa, co myśli Pani o wprowadzonych obostrzeniach? W Pani ocenie, Polska piłka radzi sobie z pandemią?

– Z drugą falą zupełnie sobie nie radzimy. Latem, kiedy był czas na przygotowywanie planu kryzysowego, uwaga była skupiona na kampanii wyborczej, czego efekty niestety od kilku miesięcy odczuwamy. Niektóre obostrzenia uważam za sensowne (jak obowiązkowe noszenie maseczek, zamknięte stadiony), ale wiele jest dla mnie zupełnie nielogicznych. Zamykanie całej branży gastronomicznej i galerii handlowych nie ma sensu. Wystarczyłoby wprowadzić w lokalach ograniczenia (jak stoliki max. 4 osobowe, odległość dwumetrowa), by było bezpiecznie. A sklepy w galeriach handlowych i tak były dość puste, nie tam generowano największe zagrożenie. Skutki są fatalne – upadają kolejne firmy, ludzie tracą prace, mają obcinane pensje. Pod hasłem ochrony zdrowia doprowadza się ludzi do ruiny ekonomicznej, czego skutki też mogą być tragiczne. Koronawirus jest poważnym i realnym zagrożeniem, ale trzeba walczyć z nim z głową. Niestety tego w działaniu naszego państwa nie dostrzegam.

Czym byłoby dla Pani życie bez sportu?

– Musiałabym go najpierw zaznać, by wiedzieć, ale w teorii wydaje mi się, że bardzo mocno brakowałoby mi emocji – tym sport jest przede wszystkim.

Instagram: izakoprowiak

 352 wyświetleń

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

P