Wszystko dla swojej drużyny – Anna Baranowska

Wszystko dla swojej drużyny – Anna Baranowska

Znacie to? Poświęcenie swojego czasu wolnego, odpoczynku, czasem również i snu, aby obejrzeć na żywo mecz swojego ulubionego klubu. Tak właśnie działa Ania, wierna kibicka Widzewa, przeżywająca z nim wszystkie sukcesy i porażki. Zobaczcie do czego zdolny jest człowiek z pasją!

W jaki sposób piłka nożna znalazła się w Pani życiu?

– Miłością do piłki zaraził mnie tata i starszy brat. Od zawsze w domu oglądaliśmy mecze. Królowała głównie 1 liga (dzisiejsza Ekstraklasa). Oczywiście to były trochę inne czasy, nie było transmisji z każdego meczu (źródłem informacji była np. telegazeta). Pamiętam, że jako dziecko byłam tym mocno rozczarowana. Z upływem lat zainteresowanie piłką nie malało, a wręcz przeciwnie – przybierało na sile. I tak zostało do dziś.

Jaki jest Pani ulubiony klub polski i zagraniczny?

– Od 9. roku życia kibicuję Widzewowi Łódź. To mój klub na dobre i na złe.
Człowiek musi się czymś interesować i chyba śmiało można powiedzieć, że tutaj sprawy zaszły już daleko. Nie ma dla mnie problemu, by wstać o 4-tej rano i jechać przez pół Polski na sparing. Nie narzekam, kiedy po meczu wyjazdowym wracam w środku nocy i po 2 godzinach snu, muszę wstać do pracy. I dodam, że nie jest to żadne poświęcenie. To normalność.
Jeżeli chodzi o klub zagraniczny, to dużą sympatią darzę Borussię Dortmund. Staram się oglądać jak najwięcej meczów tej drużyny.

Instagram: kobietanastadionie

Jest Pani jedynie kibicem czy również pracuje Pani w sporcie?

– Nigdy nie byłam związana z piłką nożną zawodowo, pomijając krótki staż w Canal+ Sport. Natomiast nie jestem kibicem kanapowym. Częsta obecność na różnych stadionach niejednokrotnie przyczyniła się do pytań o moje powiązania sportowe z płaszczyzną zawodową.

Jakie jest Pani marzenie związane z piłką nożną?

– Obecne marzenie jest oczywiście związane z Widzewem – awans do Ekstraklasy, Mistrzostwo Polski oparte o mocne fundamenty, na których miałby funkcjonować klub. Powtarzalność sukcesów.
Dodatkowo, kiedy Widzew grał na arenach międzynarodowych nie było mnie jeszcze na świecie albo byłam zbyt mała, by uczestniczyć w tych spotkaniach. To na pewno są inne emocje, których niestety jeszcze nie udało mi się doświadczyć.

Jaki najlepszy moment związany z piłką przeżyła Pani, jak do tej pory?

– Ciężko mi określić jeden moment. Na myśl przychodzi wiele wspomnień, do których miło się wraca. Zaczynając od tych boiskowych, to na pewno Mistrzostwo Polski zdobyte w 1997r. jest jednym z nich. Miałam już tyle lat, żeby rozumieć jak ważne jest to wydarzenie. Nawet dziś, w wielu transmisjach można usłyszeć wzmiankę o meczu, który przesądził o tym tytule mistrzowskim.
Z obecnych lat, po reaktywacji RTS, każdy awans był dla mnie solidną dawką emocji. Droga do wyższych lig nie była usłana różami – delikatnie rzecz ujmując, ale bardzo się cieszę, że Widzew można oglądać obecnie w 1 lidze, a może już niedługo w Ekstraklasie. Każdy awans daje nowe możliwości, które oczywiście trzeba umiejętnie wykorzystywać.
Jeżeli chodzi o inne pozytywne przeżycia związane z piłką nożną, to na pewno zaliczam do takich wcześniej wspomniany staż w Canal+ Sport. Jako mała dziewczynka oglądałam np. Ligę+ czy Ligę+ Extra widząc już efekt końcowy, a podczas półrocznego pobytu w redakcji miałam okazję zobaczyć, jak cały proces wygląda od kuchni. Było to już co prawda prawie 10 lat temu, ale zawsze będę doceniała tę możliwość.

Czym byłoby dla Pani życie bez piłki?

– Nie wiem czy umiem sobie nawet wyobrazić taką sytuację. Na pewno byłabym pozbawiona swojej największej pasji. Prawdopodobnie miałabym inne zainteresowania, ale wątpię bym umiała się w cokolwiek zaangażować tak, jak w piłkę nożną. Na szczęście nie muszę tego sprawdzać.

Instagram: kobietanastadionie

 870 wyświetleń

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

P