Zostają piękne wspomnienia – Małgorzata Sanetra

Praca w klubie piłkarskim, choć ekscytująca i pełna przygód, niesie ze sobą również pewne trudności i pułapki. Wie coś o tym Małgorzata, była pracownica klubu Podbeskidzie Bielsko-Biała, gdzie przeżyła równie piękne, co burzliwe chwile. Wywiad inny niż wszystkie!

Jak wyglądały Pani początki w świecie piłki?

– Tanecznie! Moja historia z klubem zaczęła się, gdy miałam 17 lat i prowadziłam formację cheerleaderek. Potem organizowałam eventy, jako firma zewnętrzna, a następnie Prezes klubu, Wojciech Borecki zaproponował mi pracę na pełen etat i tak zaczęłam 10-letnią przygodę z Podbeskidziem i z piłką.

Czym dokładnie zajmowała się Pani w klubie?

– W klubie byłam event managerem. Organizowałam akcje marketingowe, prezentacje drużyny oraz wspierałam dział Business Clubu.

Wtedy rzadko można było spotkać kobietę w piłce, teraz jest to już częstsze. Jak wyglądała wówczas Pani współpraca z piłkarzami?

– Bardzo różnie. Często zdarzało się, że piłkarze którzy więcej osiągnęli i byli bardziej rozpoznawani, chętniej brali udział w różnych akcjach niż Ci, którzy dopiero podpisali swój pierwszy ekstraklasowy kontakt. Było też kilka ciężkich przypadków. Niektórzy nie mogli zrozumieć, że są na początku swojej drogi, a
wyjścia do przedszkola nie są dla nich karą.
Kiedyś jeden z piłkarzy kazał mojej koleżance zwracać się do siebie per Pan. Odpowiedziała mu, że będzie do niego mówić Pan Piłkarz, jak strzeli chociaż jednego gola. Finalnie wyszło na to, że nigdy nie miała okazji tak się do niego zwrócić (pozdrawiam Cię Paulina!).

Fot.: Jakub Ziemianin

Dużo zna Pani kobiet, które pracują i interesują się piłką nożną?

– Osobiście znam dwie – Paulinę Liszkę z ŁKS Łódź oraz Darię Wollenberg z Korony Kielce. Kobiety petardy! Z pewnością nie jeden facet czuje się przy nich zawstydzony.

Jaki najciekawszy moment związany z piłką nożną przeżyła Pani jak do tej pory?

– Mecz reprezentacji młodzieżowej Polska vs. Anglia w 2018 roku. Wydarzenie, o którym nawet teraz, gdy sobie przypomnę to mam ciarki. Pierwszy raz stadion miejski został zapełniony w 100%. Śpiewanie hymnu i oprawa kibiców długo mi się śniła po nocach. Współpraca z PZPN pozwoliła mi zobaczyć jak organizuje się mecze na światowym poziomie i wiele mnie nauczyła. Było pięknie!

Zakończenie Pani pracy w klubie było dużym wydarzeniem i ciężkim czasem dla klubu. Afera finansowa z Prezesem, spadek z ligi, zwolnienia pracowników, sprawy sądowe…

– Tak, to był ciężki czas. Wtedy nie wiedziałam, że istnieje świat po za piłką. Było dużo zamieszania, niektóre sprawy toczyły się jeszcze do niedawna. Na szczęście dobro i sprawiedliwość wygrały, więc nie chcę już do tego wracać. Obecny Prezes, Bogdan Kłys miał dużo do posprzątania i zresztą też bardzo mi pomógł, za co mu dziękuję.

Fot.: Jakub Ziemianin

Jak szybko okazało się, że jest świat po za piłką i z czym się to dla Pani wiązało?

– To, że jest świat po za piłką dowiedziałam się bardzo szybko, ale to, że można żyć bez piłki zajęło mi trochę. Życie według terminarza meczowego, w ciągłym pędzie i przy współpracy z ludźmi, którzy nie zawsze są dla Ciebie życzliwi i czekają na Twoje potknięcie, tworzy pewną adrenalinę.
Gdy z dnia na dzień przestałam istnieć jako Małgosia z Podbeskidzia, byłam w zawieszeniu. Ciągle wahałam się między przeprowadzką do innego miasta, wyborem innego klubu… i tak to trwało przez pół roku.

No właśnie, mało życzliwi ludzie, ale w innym wywiadzie powiedziałaś kiedyś, że najważniejsze to spotkać odpowiednich ludzi…

– … w odpowiednim czasie. Oj tak! Co prawda na palcach jednej ręki mogę policzyć tych, którzy są ze mną do dziś, ale nie zapominajmy, że to dzięki piłce ich poznałam. Moje przyjaciółki, Paulina i Basia, to kobiety związane z piłką od dobrych kilku lat i dalej idziemy razem przez życie – prywatnie i zawodowo.
Maciej Bałaziński, obecny vice prezes Wisły Kraków, to najbardziej profesjonalna osoba, jaką spotkałam. Niesamowity człowiek z wielką wiedzą. Jakub Ziemianin – świetny fotograf. Mateusz Małek to osoba, która została stworzona do marketingu – jest bezkonkurencyjny. O kilku osobach mówić nie będę, dla ich dobra, ale dzięki tym ludziom jestem tu gdzie jestem. Razem stworzyliśmy piękne rzeczy.

Zawieszenie trwało 6 miesięcy, a potem..

– Potem było już “show must go on” i tak to trwa do dziś. Nie wróciłam do piłki, ale dalej pracuję jako marketingowiec. I wiesz co jest najlepsze? Nie wróciłabym już. Chociaż kuszą czasami różnymi propozycjami.
To był najpiękniejszy czas w moim życiu, ale to co dzieje się teraz, doceniam milion razy bardziej. Mam cudowną pracę, dodatkowo działam w Fundacji dla Zwierząt Budrysek, gdzie jeździmy na interwencje i staramy się zmienić ten brutalny świat. Odnalazłam spokój i podwójnie doceniam wolne weekendy.

Co dała Ci praca w klubie ?

– Praca w klubie przygotowała mnie do życia i stworzyła mój obecny świat. Nie byłabym tu, gdzie jestem teraz, nie spotkałabym tych ludzi i nie nauczyłabym się jednego: w pracy nie ma sentymentów. To był piękny czas. Podbeskidzie zawsze będzie w moim sercu. Mimo wszystko.

Czyli pozostała Pani fanką piłki nożnej?

– Tak, cały czas chodzę na mecze Podbeskidzia i kibicuję z całych sił!

Fot.: Jakub Ziemianin

Zdjęcie główne: Jakub Ziemianin

 667 wyświetleń

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *